Rejestracja - czytelnik

Przypomnij hasło

Menu

Menu

Facebook Twitter LinkedIn

Przemysł mięsny pod ostrzałem, a popyt na produkty roślinne gwałtownie rośnie

Kategoria: Biznes

Trudne warunki pracy w rzeźniach, epidemia koronawirusa, zainfekowane mięso. Jeden z największych producentów mięsa w Niemczech, Tönnies, musiał zamknąć rzeźnię z powodu masowego wybuchu koronawirusa w czerwcu br., w którym zakażonych było ponad 1500 pracowników – było to największe ognisko koronawirusa w Niemczech. Wcześniej, w połowie kwietnia COVID-19 pojawił się w niemieckiej rzeźni bydła należącej do grupy Mueller w Birkenfeld, gdzie ponad 90 z 250 pracowników uzyskało wynik pozytywny na obecność wirusa. Również w Polsce mieliśmy styczność z takimi sytuacjami. Zakażenie wykryto choćby u pracowników starachowickiej przetwórni mięsa Animex. Firma AMI z Mikstatu, uznany producent mięsa z kaczek i gęsi, to jedna z największych firm branży drobiarskiej w kraju. Na początku sierpnia zakażenie koronawirusem potwierdzono u ponad 300 pracowników tego zakładu. Koronawirus został wykryty także w zakładach uboju i rozbioru wołowiny w wielkopolskim Liskowie (w sumie 37 pracowników miało pozytywny wynik testów na COVID-19).

Przemysł mięsny znajduje się pod ostrzałem, czy jest to już widoczne na półkach supermarketów? Na łamach niemieckiego magazynu WirtschaftsWoche ukazał się wywiad z Urliką Brandt, specjalistką ds. rynku żywności roślinnej z organizacji pozarządowej ProVeg, zatytułowany jest: „Przemysł mięsny skończy jak Kodak, jeśli się nie zmieni” – to mało optymistyczna teza dla branży mięsnej.

Niedawno GUS w publikacji „Rolnictwo w 2019 r.” podał informacje o spożyciu mięsa, które na 1 osobę w gospodarstwie domowym ogółem w 2018 r. wyniosło 62,4 kg, w tym mięsa drobiowego 18,4 kg. Polacy w minionym roku spożyli aż o 2,24 proc. mniej mięsa - 61,0 kg na osobę. Ograniczenie spożycia mięsa zdaniem ekspertów może wynikać głównie z dużo większej w ostatnim czasie dostępności produktów, które z powodzeniem zastępują w diecie produkty odzwierzęce.

Popyt na zamienniki mięsa gwałtownie rośnie

Rynek roślinny szybko się rozwija, a według badaczy rynku z Nielsena, popyt na roślinne zamienniki w USA gwałtownie wzrósł, o 268% w marcu i kwietniu, a mleko owsiane przekroczyło nawet 400% wzrostu. Z drugiej strony, popyt na mięso zwierzęce wzrósł tylko o 40%. To samo dotyczy niemieckich producentów.

Wszystko z powodu COVID-19?

Jeszcze przed pandemią, produkty roślinne przebijały pod względem tempa wzrostu sektor produktów odzwierzęcych. W grę wchodzi tu kilka czynników: widoczne skutki zmian klimatycznych, doniesienia o ogromnym zużyciu wody do produkcji mięsa i mleka, nieetycznych warunkach hodowli zwierząt, a także rosnąca świadomość zdrowotna. Pandemia po raz pierwszy uświadomiła społeczeństwu związek między hodowlą zwierząt a chorobami odzwierzęcymi. Chorobami odzwierzęcymi są choroby, takie jak COVID-19, które mogą być przenoszone ze zwierząt na ludzi.

Jednakże wydają się wpływać głównie na rynki azjatyckie, na których dokonuje się uboju zwierząt na miejscu. Wg Urliki Brandt nie dotyczy to tylko odległych „mokrych targów”. Ma to również miejsce w przypadku hodowli przemysłowej, która ma na celu utrzymywanie zwierząt jak najbliżej siebie. Tak jest również w Niemczech. Hiszpańska grypa również powstała w ten sposób i w 1918 r. zabiła prawie 50 mln ludzi. Została ona przeniesiona ze świń na ludzi. 75% wszystkich nowych chorób zakaźnych jest pochodzenia zwierzęcego.

Nie dzieje się tak w przypadku produktów pochodzenia roślinnego?

Produkcja roślinnych lub hodowanych komórkowo alternatyw mięsnych jest o wiele bezpieczniejsza. Jest to dość proste: brak mięsa zwierzęcego oznacza brak zagrożenia chorobami odzwierzęcymi.

Według ostatnich badań przeprowadzonych przez Forsa, 55% Niemców deklaruje, że chce spożywać mniej mięsa, aby żyć zdrowiej, bardziej przyjaźnie dla klimatu i w sposób zrównoważony. Wiele osób wymieniło również dobrostan zwierząt jako ważny czynnik. Tylko wyzbywając się dawno utrwalonych nawyków, można dokonać faktycznej zmiany w sposobie myślenia, a to oczywiście nie jest łatwe. I wymaga to od konsumentów akceptacji alternatywnych produktów.

Smak to podstawa, następnie konsystencja i odczucie w ustach, a dwa inne kluczowe czynniki to cena i naturalność składników. Wszystkie te punkty są niezbędne, aby produkt odniósł sukces na rynku w dłuższej perspektywie.

Czy roślinne alternatywy mięsa naprawdę są już w stanie wyjść poza niszę supermarketów ekologicznych?

W ciągu najbliższych pięciu lat rynek mięsa roślinnego zwiększy się ponad dwukrotnie – w 2019 r. wielkość rynku światowego została już wyceniona na około 12,1 mld USD. Przewiduje się, że w 2025 r. wzrośnie on do prawie 28 mld USD. Uderzającym przykładem na popularność tych produktów są ubiegłoroczne nagrody Oscara, na których serwowano głównie potrawy wegańskie.

Ale czy mięsne alternatywy, takie jak hamburgery są naprawdę zdrowe? Często słyszysz, że zawierają one kilka niezdrowych dodatków?

Niestety, rozpowszechnia się wiele plotek i nienaukowych opinii. Za tym stwierdzeniem nie kryją się żadne badania naukowe. Zawsze radzimy producentom żywności, aby zwracali uwagę na „czystą etykietę” – uważa U. Brandt. Obejmuje to stosowanie kilku i możliwie jak najbardziej naturalnych składników jak to możliwe. Ogólnie rzecz biorąc, produkty te mają wiele zalet w porównaniu z mięsem pochodzenia zwierzęcego. Zawierają białka roślinne o wysokiej wartości odżywczej, mają zazwyczaj niższą zawartość tłuszczu i są mniej nasycone tłuszczem. Cholesterol, który jest typowym składnikiem mięsa zwierzęcego, nie występuje w żadnej żywności roślinnej. W przeciwieństwie do ich zwierzęcych odpowiedników, zawierają one również błonnik niezbędny dla zdrowia jelit i nie powodują raka. WHO już w 2015 r. sklasyfikowało przetworzone mięso jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Oznacza to, że istnieją wystarczające dowody, że bekon, kiełbasy i wędliny powodują raka. Mięso czerwone, takie jak wołowina, cielęcina, jagnięcina i wieprzowina, zostało sklasyfikowane jako grupa 2A, co oznacza, że żywność ta może powodować raka.

Ale przywykło się słyszeć, że mięso czyni nas silnymi

Od dawna mówi się, że białka zwierzęce pochodzące z mięsa i mleka są kluczowe dla doskonałej sprawności fizycznej i siły. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Mają one działanie nadkwaśne i powodują stan zapalny. Nawet gladiatorzy w starożytnym Rzymie byli wegetarianami. Jednak, produkty pochodzenia roślinnego wymagałyby zakrojonej na szeroką skalę kampanii wizerunkowej, takiej jak ta prowadzona od dziesięcioleci przez przemysł mięsny i mleczarski – wspierana przez fundusze UE – w celu osiągnięcia parytetu marketingowego z sektorem produkcji odzwierzęcej.

Przykładem może być kampania “Die Milch macht’s!”, prowadzona w latach osiemdziesiątych. Od lat 50. do chwili obecnej, przemysł mleczarski zainwestował miliony w sprzedaż większej ilości mleka, sugerując, że jest ono zdrowe i najlepiej pić je codziennie. A oprócz tłuszczów zwierzęcych, cukru i alergenów, mleko krowie zawiera krytyczny hormon wzrostu IGF1. Wykazano, że częste i obfite spożywanie IGF1 zwiększa ryzyko zachorowania na raka prostaty. Znani naukowcy zajmujący się żywieniem stwierdzili również bardzo wyraźnie, że mleko krowie nie jest niezbędne w naszej diecie. Gdyby tak było, ponad dwie trzecie ludzkości nie przetrwałoby, ponieważ nie może pić mleka krowiego i pozostać bez objawów, ponieważ brakuje im enzymu do trawienia cukru mlecznego.

A może lepiej, gdyby producenci produktów roślinnych celowo odróżniali się od produktów pochodzenia zwierzęcego, zamiast mówić o burgerach i mięsie mielonym?

U. Brandt uważa, że nie. Terminy takie jak mięso, ser i ryby są zakorzenione w naszej kulturze. Wszyscy wiedzą, czym są te produkty. Jeśli na opakowaniu jest napisane “w 100% na bazie roślin” lub używa się znaku V-Label, który jest umieszczony tylko na produktach wegańskich lub wegetariańskich, będzie to jasne dla konsumentów.

Niemniej jednak, wiele osób oczywiście nadal niechętnie przechodzi na jedzenie na bazie roślin. Według badań przeprowadzonych przez Niemiecką Narodową Akademię Nauk i Inżynierii oraz Fundację Körber-Stiftung, tylko około jedna czwarta uczestników może wyobrazić sobie mięso laboratoryjne jako alternatywę.

Odnosi się to do tematu mięsa hodowanego komórkowo. Większość konsumentów nie wie jeszcze zbyt wiele na ten temat. Jeśli mięso wyprodukowane z kultur komórkowych jest nazywane mięsem laboratoryjnym i wiadomo, że jest produkowane w rodzaju kotła warzelnego, jak w przypadku warzenia piwa, to oczywiście wywołuje to negatywne skojarzenia. Producenci są świadomi tego, że muszą z wyprzedzeniem informować o zaletach. Wprowadzenie tych produktów na rynek również zajmie trochę czasu, ale obecny rozwój sytuacji jest obiecujący.

Czy po pandemii koronawirusa konsumenci wrócą do starych nawyków? Jaka jest przyszłość branży mięsnej?

Nie, ponieważ głównymi problemami przemysłu mięsnego pozostają: przyspieszający kryzys klimatyczny w połączeniu z presją rynku kapitałowego na przedsiębiorstwa, aby zajmowały bardziej zrównoważoną pozycję. Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy wyżywić rosnącej światowej populacji w sposób, w jaki produkowaliśmy mięso i produkty mleczne. W związku z tym wg firmy konsultingowej ATKearney do 2030 r. roślinne zamienniki mięsa i mięso hodowlane będą stanowić 30% światowego rynku mięsnego.

Producenci mięsa i inne firmy z branży spożywczej, które nie zmienią się i nie wejdą na rynek białka alternatywnego, skończą jak firma Kodak, która nie wykorzystała możliwości oferowanych przez aparat cyfrowy: prędzej czy później, znikną z rynku.

Źródło: https://www.wiwo.de/technologie/umwelt/fleisch-wenn-sich-fleischhersteller-nicht-aendern-enden-sie-wie-kodak/25970676.html

https://stat.gov.pl/aktualnosci/korekta-danych-o-spozyciu-miesa-w-publikacji-rolnictwo-w-2019-r-,309,1.html

Wybierz obszar: Koronawirus Przemysł mięsny

Autor: Katarzyna Oleksy

Przeczytaj także

Zapisz się do newslettera

Najważniejsze informacje dla branży spożywczej!

Zapisz się na newsletter FoodFakty i bądź na bieżąco:

Zapisz się
Facebook Twitter LinkedIn